poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wspomnienia porodu

Witajcie!!
Na poczatku bardzo przepraszam was ale odkad jestem w domu chwila wolnego czasu jest na wage zlota i wykorzystuje ja na odpoczynek, ktory jest bardzo wskazany :D Niby mam pomoc w postaci mamy i mezulka ale mimo wszystko cierpie na brak czasu.
Zaczne moze od poczatku czyli jak to wszystko sie zaczelo :)

09.08.2012 Czwartek
Jak wspomnialam w ten dzien bylismy w szpitalu bo wykryto bialko w moczu i podwyzszone cisnienie, ale po serii badan wyslano nas do domu. Jednak musielismy wrocic do MHH (Medizinische Hochschule Hannover- szpital w ktorym rodzilam) na nastepny dzien bo lekarz powiedzial ze konieczne bedzie wywolywanie porodu tabletkami.

10.08.2012 Piatek
Po godz 9tej rano stawilismy sie na CTG i ok godz dziesiatej przyszla polozna mowiac, ze bede musiala zostac juz w szpitalu, bo od teraz bede co 4 godz dostawac tabletki. Na poczatek dostalam 1/4 zeby sprawdzic jak organizm reaguje. Po godz 12tej mielismy wstawic sie na oddzial poporodowy gdzie dostane lozko. Mielismy jeszcze godz wiec szybko sie wymknelismy i pojechalismy jeszcze do domu, bo chcialam wziasc takie rzeczy codzienne bo w swojej torbie mialam same pizamy a widzialam ze kobiety chodza w normalnych rzeczach. Wzielam wiec sobie wygodne spodnie, jakies bluzeczki, crocsy i pojechalismy. O 14tej nastepne CTG i juz pol tebletki. Powiedziano nam ze tabletki moga dzialac juz po paru godzinach ale czasem trzeba czekac 2-3 dni. Modlilam sie zeby poszlo szybko bo ja jestem anty-szpitalna i nie usmiechalo mi sie siedziec w szpitalu tyle dni :/ O 18tej nastepne CTG i pol tabletki, a o 9tej tylko CTG. Pozniej powiedziano mi ze mam przyjsc juz o 5.30 rano.
Nie mialam problemu ze wstaniem o tej porze bo mialam pecha i dostalam pokoj z kobieta ktora byla po porodzie i male dziecko w pokoju oznaczalo niespokojna noc.

11.08.2012 Sobota
Od godz 5.30 CTG, o 6tej pol tabletki i tak znowu co 4 godz. Czulam ze juz cos zaczyna sie dziac bo pojawily sie czestsze i mocniejsze skurcze, jedak powiedziano nam ze jeszcze trzeba czekac, no i duzo spacerowac. Tak wiec chodzilismy z mezusiem a to po schodach w te i z powrotem, a to po MHH. Caly czas mowilam do maluszka zeby sie postaral, zebysmy nie musieli duzo lezec. Czulam ze te moje skurcze sa mocniejsze i ze chyba cos sie zbliza. Mezus odwiedzal mnie co pare godz, czasem przywiozl cos do jedzenia bo obiady tam byly okropne. I tak przed godz 18 zaczelam czuc mocne i bolesniejsze skurcze, na 18ta poszlam na CTG i tam okazalo sie ze skurcze sa mocniejsze. Kazano mi isc do pokoju obok i polozna zbadala mi rozwarcie i okazalo sie ze juz jest na 2 cm´i ze dostane jeszcze jedna tabletke. Jak sie pozniej okazalo byla to ostatnia :D Zadzwonilam zaraz do mezusia ktory wypoczawal na ogrodzie ze mam juz 2 cm i ze szyjka rozwiera sie 1cm na godz wiec ma sie szykowac na ciezko noc. Czekajac na niego uswiadomilam sobie ze za pare godzin powitam swojego synusia na swiecie, ze bede go tulic w ramionach. Gdy mezus przyjechal poszlismy do poloznej pytac sie o to rozwarcie ale ona powiedziala ze kolezanka nic nie zapisala. Ja dobrze zrozumialam i postanowilismy ze idziemy na spacer. I znowu schody i dlugi spacer z mamcia i mezusiem. Skurcze byly juz naprawde bolesne i mocniejsze. I gdy tak spacerowalismy postanowilam, ze gdy przyjdzie skurcz kucne sobie, ze moze bedzie mniej bolalo i gdy wstawalam odeszly mi wody. Mowie do meza: "Dziubek wracamy bo odeszyl mi wody"! Szybko na sale porodowa, tam podlaczyli CTG a ja pomalu zwijalam sie z bolu. Po CTG do drugiego pokoju na zbadanie rozwarcia. No i gdy pojawialy sie skurcze zaczelam wymiotowac i odchodzily mi jeszcze wody. Okazalo sie ze rozwarcie jest na 5 cm czyli idzie ksiazkowo. Byla godz 21 i mielismy sie stawic na godz 22. Chcialam isc wziasc prysznic i przebrac sie w pizame do porodu. Mezus musial zawiezc moja mamusie do domku. W tym czasie siedzialam w pokoju i stosowalam wizualizacje, myslalam o tym moim malym syneczku. Gdy przyjechal mezus poszlam pod prysznic, przebralam sie i poszlismy na sale porodowa. Tam poszlismy do wanny na godzine czasu. Niby mialo mi to lagodzic skurcze ale slabo mi to pomoglo. Ok 23ej poszlismy juz na sale porodowa, ubralam sie w szpitalna koszule. Skurcze byly naprawde bolesne, a to dlatego ze dostalam tabletki na wywolanie. Zaczal sie porod, ktory byl dla mnie naprawde wielkim wysilkiem. Mielismy pecha bo mielismy fatalna polozne, ktora wprowadzila nam bardzo nerwowa atmosfere. W trakcie gdy bylo juz pelne rozwarcie okazalo sie ze glowka caly czas jest wysoko i musialam usiasc w pozycji "na pieska" i kolysac biodrami zeby glowka troche zeszla. Udalo sie i moglam juz pomalu zaczac przec, jednak mimo tego maly nie chcial wyjsc. Wezwano lekarke ktora zdecydowala ze malego trzeba bedzie wyjac specjalna ssawka i naciskac brzuch zeby pomoc mu wyjsc. Bardzo bolalo ale bylo warto sie tak pomeczac bo o godz 2.19 na swiat przyszedl nasz syneczek, nasze cudo, nasz skarb. Owiniety dwa razy pepowinka, caly czerwony, obklejony ale taki piekny!!! Tatus przecial pepowinke a synusia wzieli na chwile do innego pokoju ale zaraz przyniesli mi go z powrotem. Ja czekalam az zaczna mnie szyc bo strasznie popekalam i musieli mnie dodatkowo naciac. W tym czasie cieszylam sie cudowna bliskoscia z moim dzieciatkiem. Szyli mnie bardzo dlugo bo lekarka powiedziala ze bardzo popekalam i w dodatku bardzo gleboko. Ale dla mnie nie liczylo sie nic wiecej oprocz teg malenkiego zawiniatka na mojej piersi, ktore pomalutku otwieralo oczka :) Ech cudowne te chwile, nie do opisania...
Tak lezelismy dwie godziny, pozniej malego zwazono- 3475g i zmierzono-54cm, dostal 10 punktow w skali Apgar. Pozniej pojechalismy do pokoju obok zeby jeszcze troche polezec w razie gdyby cos sie dzialo. I tak patrzylam na mojego mezusia, ktory nie mogl oderwac odemnie oczu, patrzyl takim zakochanym wzrokiem, powtarzal ze bardzo mnie kocha i ze jest dumny :D Wogole gdyby nie moj mezus nie wiem jak bym sobie poradzila, byl dla mnie wielka opoka i pomoca, wspieral mnie niesamowicie i gdyby mogl zabralby mi kazdy moj bol. Masowal gdy tylko chcialam, odsuwal sie gdy krzyczalam ze ma mnie nie dotykac, byl prawdziwym skarbem przed porodem, w trakcie i juz po. Gdy lezalam na sali przyjedzal o kazdej porze gdy tylko chcialam, gdy pojawil sie kryzys po pierwszej nocy (z niedzieli na poniedzialek).
Tak wiec ogolem mialam krotki ale troche ciezki porod, jednak ze szczesliwym zakonczeniem. Urodzilam zdrowego, cudownego syneczka, ktory kazdego dnia sprawia nam coraz wiecej radosci, ale i potrafi dac nam do wiwatu, zwlaszcza w nocy :D ale o tym napisze juz jutro :)

Dziekuje Wam wszystkim za cieple slowa otuchy, trzymanie kciukow i mam nadzieje ze bedziecie jeszcze zagladac, ja postaram sie czesciej odzywac :D
buziaki wielkie

carolyna

4 komentarze:

  1. Piękny syneczek! No i dzielna mama :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochaniutka! Mam nadzieje ze juz sie lepiej czujesz. Daj znac jak bedziesz miala ochote na piec minut pogadac:)
    Buziaki wielkie

    OdpowiedzUsuń
  3. ślicności;)) namęczyłaś się ale warto było;))

    OdpowiedzUsuń