poniedziałek, 17 września 2012

Dyskusja

Nikt mi nie powie ze z dziecmi nie idzie podyskutowac :D

Te dzieciaki sa bezbledne!!!

buziaki 

carolyna :)

czwartek, 13 września 2012

To juz miesiac!!!!

Dnia wczorajszego nasz synus skonczyl swoj pierwszy miesiac zycia! Wyobrazcie sobie ze ja nawet nie wiem kiedy ten czas zlecial i kiedy ten nasz smyk tak "urosl". Dni mijaja nam jak szalone, ja zdezorientowana nawet nie wiem jaki to dzien tygodnia, nie wspominajac jaki dzien miesiaca. Dzis wiem ze czwartek bo wywozili smieci :P a wczoraj ze byl 12ty bo Bastus mial swoja miesiecznice :D
Nie wspominalam o tym ale w zeszly piatek wyjachala juz moja mamcia, a w ten poniedzialek mezus wrocil juz do pracy, tak wiec od poniedzialku jestem calkowicie zdana na siebie. I jakos sobie radze, czasem ciezko jest ogarnac to wszystko ale wiem ze z czasem dojde do lepszej wprawy :D

Co zmienilo sie przez ten miesiac. Ano bardzo duzo. Niby to tylko miesiac ale widze jak z dnia na dzien nasz synus zmienia sie w fajnego malego facecika, zreszta jest nim od poczatku :D Pomalutku dochodzimy do coraz wiekszych porozumien i zaczynamy sie coraz lepiej dogadywac. Synus wspaniale rosnie, przybiera na wadze i kadzego dnia jest jeszcze cudowniejszy niz poprzedniego. Zaczynamy juz sobie fajne pogaduszki urzadzac, synus zaczyna juz wydawac jakies swoje dzwieki "agrrr", co wywoluje niesamowite wruszenie u mamusi. No i pomalutku zaczyna sie swiadomie usmiechac, zwalszcza gdy mowie do niego. Bastian jest pogodnym i rozkosznym maluchem, jednak nadal mamy problemy z kupkami i bolacym brzuszkiem. Staram sie jak moge ulzyc mu w tych bolaczkach, masujemy brzuszek, kladziemy go jak najczesciej na brzuszku, w czasie kapieli dlugo polewamy ciepla woda brzuszek no i kladziemy czasem termofor z ciepla woda. Czasami pomaga, czasem musimy ratowac sie czopkami bo serce mnie sciska gdy widze jak on sie meczy. Karmie go nadal i piersia i mlekiem m, chociaz ostatnio coraz bardziej mi przy piersi marudzi, ale sciagam wtady pokarm i daje mu butelka. Juz pogodzilam sie z tym ze nie moge karmic go calkowicie piersia. Nie ja pierwsza i nie ostatnia. Po co mam sie stresowac, zeby to wszystko przeszlo na malego?

Tak wiec ten pierwszy miesiac zlecial nam bardzo szybko. Maly spi juz lepiej w nocy, w dzien roznie to bywa. Wiadomo ze nie zawsze jest idelanie, ale jest o wiele lepiej jak na poczatku. Zdarza mi sie jeszcze poplakac ze zmeczenia, zwlaszcza jak maly nie chce spac w nocy a ja padam z nog. Jednak jeden jego usmiech, spojrzenie na anielka buzke i zapominam o wszystkim :)

Od porodu minal juz miesiac i moja waga pomalu sie normuje, zostalo mi zaledwie 2,5 kg do wagi sprzed ciazy (w ciazy przybralam ok15-16kg, chociaz mialam tylko przytyc polowe z tego). Tak wiec moje zachcianki ciazowe bardzo szybko zlecialy :) Nie zostaly mi zadne rozstepy, jedyne co mnie niepokoi to ze chyba zaczynaja mi sie pojawiac zylaki :/ Musze obserwowac swoje nogi, lezec nimi do gory a jak cos bedzie sie dziac to szybko do lekarza. Tak ogolem to moje samopoczucie jest w miare dobre. Jestem przeszczesliwa jako mamusia, uwazam ze maciezynstwo to najwspanialsza sprawa a Bastian to najwiksze szczescie. Jestem taka dumna patrzac na niego i zrobie wszystko w mojej mocy zeby sprostac tym nowym obowiazkom, ktore wywrocila nasz swiat do gory nogami. 

Chcialabym napisac ze jutro napisze o tym jak radzi sobie Jurek ale nie wiem czy mi maly na to pozwoli. Tak wiec jak tylko bede miec chwilke czasu obiecuje ze sie pojawie :):)

"Lotnik"

"no tato wez mnie nie gilgocz :D"
buzka

carolyna


poniedziałek, 10 września 2012

Wizyta kontrolna u lekarza

Hej :)

Bylismy w piatek z Bastianem na wizycie kontrolnej u lekarza (U3). Tam synus zostal zwazony- 4300g, zmierzony- 56cm i ogolnie zbadany. Wszystko jest w normie, usg bioderek nie wykazalo niczego niepokojacego, usg glowki tez w porzadku. Dostalismy jednak skierowanie do ortopedy poniewaz Basti ma bardzej wyrobiona jedna strone miesni na szyji. Nie musimy sie tym martwic, lekarz tylko ma sprawdzic czy trzeba cos z tym zrobic. Albo jakies masaze albo zobaczymy. Pozatym byc moze maly bedzie musial miec nacinana blonke ktora znajduje sie pod jezyczkiem. Jest ona za krotka ale mamy obserwowac czy cos sie zmienia, jesli nadal bedzie krociutka trzeba bedzie ja lekko naciac. A tak to synus rosnie zdrowo i juz zarywa laski. Przy rejestracji zauroczyl wszystkie dziewczyny tam pracujace :D:D 

Pozatym pomalutku wszystko sie normuje. Synus pozwala nam wiecej spac w nocy, sporadycznie zdarza mu sie, ze marudzi w nocy. Kupki tez pomalutku sie normuja, podajemu mu czasem kropelki Sab Simplex polecone przez Bogumile. Karmie go i piersia i mlekiem m. Niestety nie mam co liczyc na to ze uda mi sie karic sama piersia. Z poczatku bylam tym zalamna, bardzo chcialam karmic tylko piersia ale dzieki mezusiowi, mamie i Bogumile zrozumialam ze to nie koniec swiata. Uspokoilam sie i zaczelam postrzegac tez pozytywna strone karmienia butelka. Moge wyreczyc sie mezusiem, ale dzieki temu buduje on mocniejsza wiez z synem :) A ja uwielbiam patrzec jak siedza na kanapie, Jurek karmi malego i gada cos tam do niego a Basti slucha tatusia z wielkim zainteresowaniem :)

Tak wiec pomalutku dochoczimy do porozumienia, fakt ze synus potrafi czasem pokazac pazurki ale jest przeslodkim i kochanym bobasem, ktorego chyba nigdy nie przestane obcalowywac, no chyba ze mi zabroni :P ale teraz jeszcze korzystam poki moge :D

buziaki

carolyna

czwartek, 6 września 2012

Szczesliwa, zakochana i ...zmeczona

Jestem szczesliwa!!! Mam cudownego syna, spelnienie naszych marzen, nasz najwiekszy skarb. Jestesmy teraz rodzina, marzylam o tym odkad dotarlo do mnie ze jestem w Jurku zakochana bez pamieci. Jestem szczesliwa bo mam przy swoim boku dwoch mezczyzn, cudownych i kochanych, ktorzy niemalze kazdego dnia doprowdzaja mnie do wzruszenia. Jestem szczesliwa bo wspaniale ulozylo mi sie zycie, nawet w snach nie marzylam o tym ze bede miala moja wymarzona rodzinke. Jestem szczesliwa bo urodzilam zdrowego synka, ktory z kazdym dniem ma wieksze policzki i wieksza druga brode, pulchniejsze paluszki i nozki, jest zdrowym i dobrze rozwijajacym sie Cukiereczkiem. Jestem po prostu mega szczesliwa i niech to trwa i trwa....

Jestem zakochana!!! Bez pamieci, bezgranicznie, niemozliwie zakochana w tym malenkim facecie. Skradl on moje serce calkowiecie. Znalazlam w sobie poklady milosci, o ktore nawet siebie nie podejrzewalam. Dopoki ON nie pojawil sie na swiecie nie wiedzialam ze mozna kochac jeszcze mocniej. Ale nie zapominam o swoim mezu. On dla mnie jest miloscia zycia, po tych wszystkich ciazowo-porodowych doswiadczeniach kocham go jeszcze mocniej niz wczesniej. A patrzac jak opiekuje sie naszym synem, jak odciaza mnie, jak pozwala odetchnac i cieszy sie przy tym nieziemsko, bo buduje wiez z Malym, to czuje jak mocna jest moja milosc. Nie zdawalam sobie sprawy, ze  istnieje taka milosc , mocna i silna, sprawiajaca ze sie czlowiekowi zyc i  cieszyc sie z kazdego dnia...

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.



 Bo jak mozna sie w nich nie zakochac... 
Jestem zmeczona!!! Mega zmeczona. Maly jest cudownym i rozkosznym bobasem, jednak potrafi caly czas dac nam do wiwatu. Leci nam juz 4 tydzien, w ktorym niby pomalutku ma sie wszystko regulowac, jednak u nas idzie to srednio. Jestem zmeczona, bo nadal mam malo pokarmu, jednak nadal dostawiam go do piersi, zeby choc troche popil mojego mleka. Mamy problemy z kupkami, malego czesto boli brzuszek, masujemy, dajemy kropelki, niby pomaga ale malego nadal boli. Bardzo czesto budzi sie o 22ej i placze a ja nie wiem jak mu ulzyc. Niby kupke zrobil, masuje brzuszek, najedzony jest a spac nie moze i to czasem do 2ej w nocy. Jestem zmeczona przez te nieprzespane nocki. Pewnie taraz pojawia sie pytanie czemu nie spie w dzien, ano temu ze jak raz sie polozylam w dzien na drzekne to pozniej nie spalam do 3ej w nocy. Ale postanowilam ze od poniedzialku bede sie kladla tylko na pol godz, z porady doswiadczonej mamuski - kuzynki Martyny :) Zobaczymy jak to bedzie. No i przez to zmeczenie ostatnio zdarza mi sie poplakac. Szkoda mi tez Maluszka bo widze ze i jemu sie oczka kleja do snu, a tu nagle wybucha placzem.  Ech mam nadzieje ze pomalutku bedzie sie wszystko normowac. Wiadomo, nie od razu Rzym zbudowano...

Jednak mimo tego zmeczenia, buziunia moje Cukiereczka wynagradza mi wszystko. Jestem w nim zakochana ogromnie i szczesliwa kazdego dnia bardziej...

buziaki

carolyna



czwartek, 30 sierpnia 2012

Mamcia i Bogumila

Hej :)
Chcialabym dzisiaj troszke o dwoch kobietach, ktore w ciagu ostatnich dwoch tygodni bardzo mi, nam pomogly w zorganizowaniu sie i ogarnieci tego wszystkiego. Ich pomoc byla bardzo potrzebna i niezbedna, a dobre rady bardzo przydatne.

Zaczne od mojej Mamusi. Przyjechala do nas tydzien przed porodem i jest jeszcze do dzis, ale teskni juz do domku wiec niebawem bedzie wracac do PL. Ja juz wydobrzalam na tyle ze moge sama juz wszystko zrobic, wiec mysle ze dam sobie rade. Pozatym musze juz pomalutku szykowac sie do tego zeby sobie same dawac rade i organizowac jakos to wszystko :) Mamcia byla jednak bardzo pomocna. Dzieki niej udalo nam sie przetrwac te dwa pierwsze tygonie bez szwanku na zdrowie tzn z pelnym zoladkiem i czystym mieszkankiem :P Widze jak mocno zakochana jest w Bastianku, moglaby siedziec i patrzec na niego bez przerwy. Ale coz sie dziwic, babcie juz tak maja :) Ciesze sie bardzo ze byla u nas tak dlugi czas, naprawde jej pomoc byla dla nas niezbedna, no i ja mialam tak dlugi czas mamusie przy sobie. Pocieszala, ocierala lzy w trudnach momentach i powtarzala jak swietnie sobie radze. Bardzo mnie to podnosilo na duchu, zwlaszcza gdy opadalam z sil i powtarzalam ze nie dam sobie rady. Az boje sie co to bedzie jak wyjedzie, ale wiem ze dam sobie rade :D

Mamcia i Bastianek :)

Teraz czas na Bogumile. Taka polozna jak ona to naprawde skarb!! Jak wyszlismy w srode ze szpitala to w czwartek byl juz u nas. Z poczatku przychoszila do nas codziennie, az do 10tej doby Bastianka. Wnosila do naszego domu spokoj, mnostwo dobrych i bardzo cennych rad i wiare ze pokonamy wszystkie trudnosci. To ona pokazala mi jak prawidlowo trzymac malego do karmienia (brzuszek przy brzuszki, no i proste plecy), jak dbac o swoje krocze- dostalam od iej masc z arniki, swietnie dziala na bolace krocze i likwiduje siniaki, jak kapac malego- tu dostalam olejek migdalowy do uzywania przez pierwsze miesiace. Dala nam rowniez specjalny proszek do gojacego sie pepuszka, zeby szybciej sie zagoil. Gdy odpadl nam kikucik  kazala nam posypywac go zwykla sola, gdyz bylo tam jeszcze zywe mieso, ktore pozniej moglo sie zle zagoic. Polecila tabletki na pobudzenie laktacji, pokazala cwiczenia na dobre obkurczanie macicy. Dla mnie jest ona po prostu skarbnica dobrych rad, odpowie na kazde nasze pytanie, rozwieje kazda watpliwosc. Dzieki niej pokonalismy nocne kryzysy czali dyskoteki Bastianka. Powiedziala zebysmy malego owineli ciasno w recznik/kocyk czyli w taki kokon i dzieki temu mamy spokojne noce. Kobieta skarb, moglabym tak wymieniac bez konca. Teraz przychodzi do nas co pare dni, sprawdza jak maly przybiera na wadze no i jak my sobie radzimy. Mamy swiadomosc ze gdyby cos sie dzialo w kazde chwili mozemy do niej zadzwonic. Bedzie ona do nas przychodzic jeszcze jakis czas wiec zawsze jeszcze jakies rady dostane :D

I te dwie kobietki uratowaly nas z wielu trudnych sytuacji, pomogly w ciezkich chwilach. Dzieki nim mamy lepszy i latwiejszy start. taka pomoc jest naprawde potrzebna, bynamniej w moim przypadku.

pozdrowionka :)

carolyna

wtorek, 28 sierpnia 2012

Dwa tygodnie

Hej :)

Tak wlasnie minely nam dwa tygodnie, w niedziele bylo 14 dni jak nasz synus jes juz z nami. Nie bede lukrowac, powiem wprost ze jest ciezko. Synus jest cudownym maluszkiem jednak potrafi dac nam popalic, zwlaszcza w nocy. W dzien potrafi przespac wiekszosc dnia, w nocy gdy rozbudzi sie o godz 23ej moze nawet nie spac do 3ej w nocy. Niby jest spiacy, ma pieluche przebrana, brzuszek pelny a mimo wszystko oczy jak piec zloty i za nic nie chce zasnac. My z Jurkiem chodzimy jak zombie, na zmiane probujac go uspac. A gdy juz zasnie to tak czy tak budzi sie co dwie godziny, bo nasz synus to niestety jest takie "tadek-niejadek", je malo a czesto co oznacza budzenie sie co ok 2 czasem 3 godz. Luksusem byly dwie pierwsze noce w domku gdy wyszlismy ze szpitala, bo wtedy potrafil przespac w nocy bite 6-7 godz. Chyba dal nam chwile wytchnienia zeby teraz nas torturowac nocnymi imprezami. Niestaty organizm tez zaczyna juz reagowac na male dawki snu, pojawia sie bol glowy, czasem wielkie zmeczenie. Wiem ze powinnam spac gdy maly spi ale gdy raz sie polozylam po poludniu to poznie w nocy meczylam sie do 3ej zeby wogole zasnac. Tak wiec wole przechodzic dzien i polozyc sie wczesniej spac. Jednak nie wspomnialam w tym wszystkim o jednam waznym problemie. Otoz juz w szpitalu pojawil sie u mnie problem z pokarmem. Od poczatku wiedzialam ze bede chciala karmic piersia, ale byc moze nie bedzie mi to dane. Od dwoch tygodni moje piersi produkuja bardzo malo pokarmu, caly czas sa miekkie. Biore specjalne tabletki na pobudzenie laktacji, pije kawe zbozowa, dostalam z apteki pompe elektryczna do sciagania pokarmu ale widze ze mimo tego produkcja mleka nie poprawila sie. Przystawiam Bastianka do piersi, probuje wszystkiego ale moj synus i tak nie najada. Nie wiem w czym tkwi problem, moze mam za malo hormonu odpowiedzialnego za laktacje.

Tak to maluszek jest skarbem, moglabym siedziec i patrzec na niego bez przerwy. Gdy zaczyna strzelac minki, ktore doprowadzaja nas do wybuchu smiechu, gdy jego grymaski przemieniaja sie w przeuroczy usmiech, ktory wynagradza nam wszystkie trudy.


buziaki

carolyna

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wspomnienia porodu

Witajcie!!
Na poczatku bardzo przepraszam was ale odkad jestem w domu chwila wolnego czasu jest na wage zlota i wykorzystuje ja na odpoczynek, ktory jest bardzo wskazany :D Niby mam pomoc w postaci mamy i mezulka ale mimo wszystko cierpie na brak czasu.
Zaczne moze od poczatku czyli jak to wszystko sie zaczelo :)

09.08.2012 Czwartek
Jak wspomnialam w ten dzien bylismy w szpitalu bo wykryto bialko w moczu i podwyzszone cisnienie, ale po serii badan wyslano nas do domu. Jednak musielismy wrocic do MHH (Medizinische Hochschule Hannover- szpital w ktorym rodzilam) na nastepny dzien bo lekarz powiedzial ze konieczne bedzie wywolywanie porodu tabletkami.

10.08.2012 Piatek
Po godz 9tej rano stawilismy sie na CTG i ok godz dziesiatej przyszla polozna mowiac, ze bede musiala zostac juz w szpitalu, bo od teraz bede co 4 godz dostawac tabletki. Na poczatek dostalam 1/4 zeby sprawdzic jak organizm reaguje. Po godz 12tej mielismy wstawic sie na oddzial poporodowy gdzie dostane lozko. Mielismy jeszcze godz wiec szybko sie wymknelismy i pojechalismy jeszcze do domu, bo chcialam wziasc takie rzeczy codzienne bo w swojej torbie mialam same pizamy a widzialam ze kobiety chodza w normalnych rzeczach. Wzielam wiec sobie wygodne spodnie, jakies bluzeczki, crocsy i pojechalismy. O 14tej nastepne CTG i juz pol tebletki. Powiedziano nam ze tabletki moga dzialac juz po paru godzinach ale czasem trzeba czekac 2-3 dni. Modlilam sie zeby poszlo szybko bo ja jestem anty-szpitalna i nie usmiechalo mi sie siedziec w szpitalu tyle dni :/ O 18tej nastepne CTG i pol tabletki, a o 9tej tylko CTG. Pozniej powiedziano mi ze mam przyjsc juz o 5.30 rano.
Nie mialam problemu ze wstaniem o tej porze bo mialam pecha i dostalam pokoj z kobieta ktora byla po porodzie i male dziecko w pokoju oznaczalo niespokojna noc.

11.08.2012 Sobota
Od godz 5.30 CTG, o 6tej pol tabletki i tak znowu co 4 godz. Czulam ze juz cos zaczyna sie dziac bo pojawily sie czestsze i mocniejsze skurcze, jedak powiedziano nam ze jeszcze trzeba czekac, no i duzo spacerowac. Tak wiec chodzilismy z mezusiem a to po schodach w te i z powrotem, a to po MHH. Caly czas mowilam do maluszka zeby sie postaral, zebysmy nie musieli duzo lezec. Czulam ze te moje skurcze sa mocniejsze i ze chyba cos sie zbliza. Mezus odwiedzal mnie co pare godz, czasem przywiozl cos do jedzenia bo obiady tam byly okropne. I tak przed godz 18 zaczelam czuc mocne i bolesniejsze skurcze, na 18ta poszlam na CTG i tam okazalo sie ze skurcze sa mocniejsze. Kazano mi isc do pokoju obok i polozna zbadala mi rozwarcie i okazalo sie ze juz jest na 2 cm´i ze dostane jeszcze jedna tabletke. Jak sie pozniej okazalo byla to ostatnia :D Zadzwonilam zaraz do mezusia ktory wypoczawal na ogrodzie ze mam juz 2 cm i ze szyjka rozwiera sie 1cm na godz wiec ma sie szykowac na ciezko noc. Czekajac na niego uswiadomilam sobie ze za pare godzin powitam swojego synusia na swiecie, ze bede go tulic w ramionach. Gdy mezus przyjechal poszlismy do poloznej pytac sie o to rozwarcie ale ona powiedziala ze kolezanka nic nie zapisala. Ja dobrze zrozumialam i postanowilismy ze idziemy na spacer. I znowu schody i dlugi spacer z mamcia i mezusiem. Skurcze byly juz naprawde bolesne i mocniejsze. I gdy tak spacerowalismy postanowilam, ze gdy przyjdzie skurcz kucne sobie, ze moze bedzie mniej bolalo i gdy wstawalam odeszly mi wody. Mowie do meza: "Dziubek wracamy bo odeszyl mi wody"! Szybko na sale porodowa, tam podlaczyli CTG a ja pomalu zwijalam sie z bolu. Po CTG do drugiego pokoju na zbadanie rozwarcia. No i gdy pojawialy sie skurcze zaczelam wymiotowac i odchodzily mi jeszcze wody. Okazalo sie ze rozwarcie jest na 5 cm czyli idzie ksiazkowo. Byla godz 21 i mielismy sie stawic na godz 22. Chcialam isc wziasc prysznic i przebrac sie w pizame do porodu. Mezus musial zawiezc moja mamusie do domku. W tym czasie siedzialam w pokoju i stosowalam wizualizacje, myslalam o tym moim malym syneczku. Gdy przyjechal mezus poszlam pod prysznic, przebralam sie i poszlismy na sale porodowa. Tam poszlismy do wanny na godzine czasu. Niby mialo mi to lagodzic skurcze ale slabo mi to pomoglo. Ok 23ej poszlismy juz na sale porodowa, ubralam sie w szpitalna koszule. Skurcze byly naprawde bolesne, a to dlatego ze dostalam tabletki na wywolanie. Zaczal sie porod, ktory byl dla mnie naprawde wielkim wysilkiem. Mielismy pecha bo mielismy fatalna polozne, ktora wprowadzila nam bardzo nerwowa atmosfere. W trakcie gdy bylo juz pelne rozwarcie okazalo sie ze glowka caly czas jest wysoko i musialam usiasc w pozycji "na pieska" i kolysac biodrami zeby glowka troche zeszla. Udalo sie i moglam juz pomalu zaczac przec, jednak mimo tego maly nie chcial wyjsc. Wezwano lekarke ktora zdecydowala ze malego trzeba bedzie wyjac specjalna ssawka i naciskac brzuch zeby pomoc mu wyjsc. Bardzo bolalo ale bylo warto sie tak pomeczac bo o godz 2.19 na swiat przyszedl nasz syneczek, nasze cudo, nasz skarb. Owiniety dwa razy pepowinka, caly czerwony, obklejony ale taki piekny!!! Tatus przecial pepowinke a synusia wzieli na chwile do innego pokoju ale zaraz przyniesli mi go z powrotem. Ja czekalam az zaczna mnie szyc bo strasznie popekalam i musieli mnie dodatkowo naciac. W tym czasie cieszylam sie cudowna bliskoscia z moim dzieciatkiem. Szyli mnie bardzo dlugo bo lekarka powiedziala ze bardzo popekalam i w dodatku bardzo gleboko. Ale dla mnie nie liczylo sie nic wiecej oprocz teg malenkiego zawiniatka na mojej piersi, ktore pomalutku otwieralo oczka :) Ech cudowne te chwile, nie do opisania...
Tak lezelismy dwie godziny, pozniej malego zwazono- 3475g i zmierzono-54cm, dostal 10 punktow w skali Apgar. Pozniej pojechalismy do pokoju obok zeby jeszcze troche polezec w razie gdyby cos sie dzialo. I tak patrzylam na mojego mezusia, ktory nie mogl oderwac odemnie oczu, patrzyl takim zakochanym wzrokiem, powtarzal ze bardzo mnie kocha i ze jest dumny :D Wogole gdyby nie moj mezus nie wiem jak bym sobie poradzila, byl dla mnie wielka opoka i pomoca, wspieral mnie niesamowicie i gdyby mogl zabralby mi kazdy moj bol. Masowal gdy tylko chcialam, odsuwal sie gdy krzyczalam ze ma mnie nie dotykac, byl prawdziwym skarbem przed porodem, w trakcie i juz po. Gdy lezalam na sali przyjedzal o kazdej porze gdy tylko chcialam, gdy pojawil sie kryzys po pierwszej nocy (z niedzieli na poniedzialek).
Tak wiec ogolem mialam krotki ale troche ciezki porod, jednak ze szczesliwym zakonczeniem. Urodzilam zdrowego, cudownego syneczka, ktory kazdego dnia sprawia nam coraz wiecej radosci, ale i potrafi dac nam do wiwatu, zwlaszcza w nocy :D ale o tym napisze juz jutro :)

Dziekuje Wam wszystkim za cieple slowa otuchy, trzymanie kciukow i mam nadzieje ze bedziecie jeszcze zagladac, ja postaram sie czesciej odzywac :D
buziaki wielkie

carolyna